Aaa! Nielegalna muzyka i filmy!
I znowu gdzieś czytam, że sieć zalała „nielegalna” muzyka. Co to znaczy nielegalna? Czy ta muzyka złamała prawo? Może to jakieś nawołujące do rasizmu/nazizmu teksty spowodowały że stała się nielegalna? Nie!
Otóż według niektórych osób muzyka staje się nielegalna gdy jest popularna i ludzie nie chcą czekać aby jej posłuchać a wybierają najszybszą i najprostszą metodę jej zdobycia: bittorrent.
Mamy 21 wiek. Wymiana obrazów (fotografii swojego kota) czy też treści (listu do „wujka z ameryki”) pomiędzy dwoma dowolnymi punktami naszego globu do którego dociera internet trwa kilkanaście sekund. Przemysł muzyczno-filmowy musi zdać sobie sprawę, że sytuacja w której aby posłuchać „najnowszego albumu mojego kochanego zespołu który to właśnie się ukazał” trzeba czekać miesiące na premierę „outside US” jest śmieszna, niedorzeczna i zakrawa na absurd.
Dlaczego więc ludzie wybierają „kradzież” nad legalny zakup?
Bo szybciej mogą się cieszyć tym czego chcą posłuchać, nie tracąc czasu na sklep w zatłoczonym centrum handlowym zamiast tego spędzając kilkanaście minut przed komputerem. Ostatnio próbowałem zdobyć edycję kolekcjonerską reedycji muzyki z pewnego filmu. W 2 największych sklepach internetowych album oczywiście był, dostępny tylko na zamówienie, z czasem oczekiwania rzędu 45 i 60 dni.
Bo wygodniej, jak wyżej już pisałem, nie wstając od komputera a co więcej bez zajmującego miejce fizycznego obiektu w postaci krążka i opakowania – 1000 albumów na jednym dysku rozmiaru 3 pudełek CD. Spróbujcie taki zestaw przewertować w poszukiwaniu dawno nie słuchanego albumu na który właśnie macie ochotę – na komputerze to 2 kliknięcia.
I w końcu może ekologiczniej, bez zbędnego plastiku i chemii zużytej do wytworzenia krążka, papieru na okładkę.
A tu wielkie wytwórnie wydają miliony na coraz to nowsze zabezpieczenia i technologie DRM które i tak są bez sensu, bo dopóki możesz słuchać to możesz skopiować (np podłączając cyfrowy rejestrator do cyfrowego wyjścia z sprzętu odtwarzającego zyskując praktycznie ta sama jakość a omijając wszelkie zabezpieczenia).
Nowi autorzy, nie uwikłani jeszcze w długoletnie kontrakty na wyłączność z wielkimi koncernami muszą zdać sobie sprawę z paru faktów:
- istnieje darmowa platforma reklamy – internet, dziesiątki serwisów typu youtube, vimeo, dailymotion na których można prowadzić autopromocję,
- istnieje jest sieć dystrybucji utworów – tworzą ją sami zainteresowani – słuchacze i użytkownicy – nic to nie kosztuje,
- potrzeba lepszej formy bezpośredniego licencjonowania (jak steam) i zarządzania licencjami, gdzie między autorem a końcowym użytkownikiem nie stałoby 3 wydawców i 5 dystrybutorów zarabiających tylko i wyłącznie na pośrednictwie, gdzie między użytkownikiem a autorem(autorami) stałaby tylko jedna firma zarządzająca licencjami i obsługująca stronę finansową zakupów tych licencji…
A może autorzy zaczynają sobie z tego zdawać sprawę? Powstają już przecież i gry, i filmy i muzyka które nie potrzebują strasznych kontraktów na 100 lat udziału w zyskach za udostępnienie studia, dystrybucję i reklamę! Reklamę stanowią sami internauci, jeśli coś jest dobre to cały świat usłyszy o tym bez milionów dolarów władowanych w reklamówki. Dystrybucję zapewnią też internauci, bo każdy z pobierających równocześnie udostępnia cząstkę tego co pobierze.
I może problem polega na tym, że wielkie wytwórnie o tym wiedzą, że coraz więcej młodych, „niezależnych” artystów, czyli nie związanych jeszcze bandyckimi kontraktami wybiera ścieżkę niezależności. Przemysł jeszcze żyje z tych artystów których już złapał w swoje szpony ale cóż, ludzie się starzeją i kiedyś poumierają (pewno dlatego gdzieniegdzie próbuje się forsować przedłużenie legalnej ochrony autorskich praw majątkowych do 100 lat (!) od śmierci autora).
Pamiętajcie:
Radio miało zabić przemysł płyt winylowych.
Telewizja miała być przyczyną zniknięcia kin.
Kaseta magnetofonowa miała zrujnować wykonawców.
Kaseta video miała zniszczyć hollywood.

English
Polski 


